Co mnie wkurza w innych ludziach?

Ten post będzie bardzo subiektywny. Będzie ociekał jadem, ironią… No bo ile człowiek może wytrzymać głupotę? Będę dziś jak smurf Maruda i opowiem Wam jak bardzo niecierrrrpię gdy ignoruje się moje prośby.

  1. Mamuśki i ich pociechy

Czasem zajmujemy się różnymi psami. Małe, duże, puchate i takie bardziej łyse. Grzeczne, nieogarnięte, skaczące, panikujące. Nie zawsze wiem jak reagują na dzieci. Nie zabieram naszych podopiecznych na place zabaw (w sumie swoich psów też nie), nawet na naszych trasach spacerowych takich nie ma. Za to spotykamy Mamuśki które są a) nieodpowiedzialne lub b) nadopiekuńcze.

a) Leci berbeć w naszą stronę a Mamuśka ma zaciesz bo dzieciak taki odważny. Oczywiście nie zapyta czy można podejść do psa. A tak jak wspomniałam są u nas różne psy. Ewidentnie Mamuśka nie przejmuje się,że uroczy, kudłaty wyżeł może przeorać dzieciakowi twarz pazurami bo będzie się chciał przywitać. Albo, że mały, puchaty zwierz nie lubi obcych i może chwycić zębami za rękę. Czasem zanim zdążę zareagować dzieć już jest przy psie albo właśnie wyciąga pulchną rączkę w kierunku głowy zwierza. Jeżeli mam czas to staram się galopem oddalić. Gdy go nie mam, upominam dziecko a wtedy… PRZECIEŻ ON/A CHCIAŁ/A TYLKO POGŁASKAĆ! Wrzeszczy Mamuśka z odległości 10m…

Albo pies bawi się piłką/szarpakiem/inną zabawką a dzieciak próbuje ją zabrać. Mamuśka stoi z błogim uśmiechem a pies się denerwuje. I tu znów – mamy różne psy. Jedne są delikatne i zabawkę wyplują. Inne poprawiają chwyt i mogą przypadkowo złapać za palucha (ohh ileż to razy Maciej oberwał przypadkowo zębem od naszego duetu). Są też takie które nie lubią oddawać zabawek obcym. Oczy mam dookoła głowy ale tak jak powyżej – ON/A CHCIAŁ/A SIĘ TYLKO POBAWIĆ!

b) Właściciele dużych psów mogli zaobserwować takie zjawisko. A właściciele bullowatych to już na pewno 😛 Idę sobie spokojnie, pies/psy przy nodze a z naprzeciwka Mamuśka z dziecięciem. Jeżeli chodnik wąski to przystaje, zajmuję czymś psy żeby się witać nie chciały. I ta Mamuśka już prawie przy nas i nagle….skok w bok, ciągnąc nieszczęsne dziecko za sobą. Ewentualnie dzieciak pod pachę i prawie galopem nas mija mrucząc o „takich psach bez kagańca”…To akurat jest mega zabawne przynajmniej dla mnie. Bo dla dzieciaka już niekoniecznie. Jest chyba spora szansa,że w przyszłości dzieciak bez przyczyny będzie się bał zwierząt.

2. Jorunie, Sitsu i inne torebkowe

Chyba na każdej facebook’owej grupie czytałam posty o skrajnie nieodpowiedzialnych właścicielach ras „torebkowych”. Nas również nie ominięły sytuacje które świętego z równowagi by wyprowadziły.

a) Mamy na osiedlu jedną…ekhem…panią, która ma Yorka. Pies jak pies, tylko ten na sam nasz widok, z odległości połowy bloku drze japę. Więc, jak się możecie domyślić, unikamy psa i jego diabelnej Pańci. Czasem jednak się nie da! Czarna już rozdarciucha ignoruje ale Alka nie lubi jak ktoś do niej znienacka doskakuje więc odpowiada z podobną zajadłością. A Pańcia zamiast skrócić smycz (coby jej pupilek nie trafił w japę wkurzonej Białej) jeszcze ją popuszcza! Wtedy zaczyna się awantura bo Pańcia wrzeszczy,że „taki” pies to powinien mieć kaganiec! Że się rzuca! Więc często spokojnie odpowiadamy,że to jej zaczął i żeby go pilnowała…ale czasem nerwy puszczają i wrzeszczymy sobie żeby przekrzyczeć ujadające psy :/ Nic z tych wrzasków nie wynika niestety…

b) Luzem biegające „torebkowe” psy (zresztą nie tylko one ale o tym niżej) też są moją zmorą. Podbiegacz/ujadacz jest już przy moich nogach, wrzeszczy ile sił w małych płuckach a Pańciostwo? Albo się boi do nas podejść (bo „takie” psy!) albo stoi i chichra jak gimnazjalistki :/ Bo przecież jak baba, z dwoma psami o łącznej wadze 55kg, tańczy próbując odgonić małe futro to istna komedia jest! Ha ha ha, kutwa. Wcale mnie to nie bawi. Nie dość, że psy mi się denerwują, ja się denerwuję bo nie wiem czy w ferworze któraś nie pacnie podbiegacza albo ja go nie zdeptam to jeszcze jakiś ciul, ma czelność się śmiać. Myślicie, że ktoś psa odwoła? A skąd!

3.Skrajna nieodpowiedzialność i chamstwo w wielu formach

Latające luzem psy. Ja wiem,że pies musi sobie pobiegać. Ja wiem,że nie zawsze mamy możliwość zabrać psa na 6h spacer po górach, połączony z pływaniem w morzu i drinka z palemką. Ale chodźmy na spacery z głową. Jeżeli pies skacze do innych psów (znaczy zdarzy mu się wyskoczyć a nie że każdego chce od razu wpierniczyć) to długa linka albo kaganiec. Trzeba mieć świadomość, że psy różnie reagują!

a) Dziewczyny nie podbiegają do obcych psów. Za to obce psy podbiegają do nich. Kiedyś natarł na nas wielorasowiec w typie ONka a właściciel się śmiał,że w sumie to on już tego psa nie chce i jakby moje go zjadły to byłoby ekstra. Nie pomogły moje krzyki, prośby i panika na twarzy.

b) Kolejna sytuacja w ten weekend – Dafi w zalewie, hasa za patykiem. Nagle zza moich pleców wylatuje coś czarnego. Dafi pokazuje zęby i drze ryj ostrzegawczo. Gdyby nie moja szybka reakcja pewnie by przegoniła „intruza”. Pies (CC – piękny po prostu!) kulturalnie odchodzi ale właściciel nie wpadł na pomysł żeby (zanim jego pies do nas doleciał) zapytać czy moja suka będzie się bawić z jego. A uważam,że to pierwsze pytanie które powinniśmy zadać gdy pozwalamy swojemu psu na interakcje z innymi.

c) Prośby o zapięcie psa na smycz…Zazwyczaj czuję się jakbym prośbę rzucała totalnie na wiatr. Ja, jak widzę nadchodzącego psa to zapinam swoje. Wydaje mi się to fair. Ale kiedy już proszę (bo wiem,że moje będą się darły) to naprawdę nie wymaga jakiegoś mega wysiłku od właściciela. Ja się czuję wtedy spokojniejsza, moje psy również. Ale takie prośby są po prostu ignorowane – BO ON SIĘ CHCE BAWIĆ, BO ON NIC NIE ZROBI, ON SIĘ TYLKO WITA, ON TAK SZCZEKA BO SIĘ BOI…Mogłabym wymieniać długo takie wymówki i pewnie każdy z Was już je słyszał.

d) Srające psy. Pańcia z pieskiem, garsonka, obcasy i pies srający na chodnik. Na zwrócenie uwagi odpowiada krótkim „**uj Ci do tego” ewentualnie barwnym „spier***j”. A spróbuj biedny śmiertelniku worek zaproponować…

e) Przyprowadzanie suk z cieczką w miejsca spotkań psiarzy. A najlepiej jeszcze jak te hasające psy mają jajka. Odganiaj się, chichotaj ale stój jak wmurowana. Męcz swojego psa i wszystkie wokół.

f) Domorośli znawcy. Znacie ten typ? 😉 Wszystko wiedzą lepiej od weterynarza, behawiorysty/trenera (po wielu szkoleniach i kursach, warsztatach i seminariach) i dietetyka. Na wszystko zawsze mają odpowiedź. Ja z takimi ludźmi nie daję rady wytrzymać…

 

Miało być krótko i zwięźle…a wyszło jak zwykle 😉 Po prostu przelała się we mnie głupota i niewiedza ludzka. Myślicie,że o czymś zapomniałam? Coś zupełnie innego Was denerwuje? Podzielcie się tym z nami. Skoro nic z tm nie możemy zrobić to chociaż wyśmiejemy 😉

Reklamy

Ciemna strona mocy

Przeglądam sobie bloga i tak myślę, że opisuję dziewczyny w samych superlatywach. Zazwyczaj we wpisach pomijam trudności wychowawcze które nas spotkały albo z którymi sobie nie poradziliśmy na 100%. I może czas to zmienić? Każdy pies ma swoją ciemną stronę a właściciel boryka się z różnymi problemami. Czy jest się czego wstydzić? Nie. Trzeba tylko popracować nad sobą i nad psem.

1) Dafi i inne psy.

Czarna nie jest najprzyjaźniejszą suką świata. Są psy które od razu „skreśla” z listy hipotetycznych znajomych już od pierwszego wejrzenia. Takiego psiaka Dafi zwarczy, oszczeka i nie pozwoli do siebie podejść. Zazwyczaj miano wroga nr 1 otrzymują psy większe od niej lub takie które na nią warknęły.

Dla równowagi jednak ma swoich psich kumpli z którymi podzieli się nawet zabawką (a to jest swoiste wyróżnienie) i może hasać do upadłego NAWET u siebie w domu.

2) Alka i pijani

Jeżeli jesteś facetem i wypiłeś chociaż dwa łyki piwka lepiej do Alki nie podchodź. Od małego szczenięcia tego nie lubi i chyba już nie polubi. Wydaje mi się,że to kwestia „dziwnych” ruchów ciałem :/

3) Dafi i komunikacja miejska

Tu również od szczeniaka borykamy się z problemem. Dafi panikuje na sam widok tramwaju czy autobusu (a samochodem bardzo lubi jeździć). Czekanie na przystanku to prawie taka sama męczarnia co jazda MPK… Są piski, dyszenie, pocące się łapy, próby panicznej ucieczki, wyszarpywanie głowy… Niestety są momenty, że MUSIMY wsiąść do tramwaju/autobusu i przejechać pół Krakowa ze spanikowanym psem. Nie pomogło „wrzucanie na głęboką wodę”, stopniowe podchodzenie w stronę przystanków (losowo wybranych również), rozproszenie i nagradzanie.

4) Alka i śmieci

Pies który zje WSZYSTKO to i radość i skaranie boskie dla właściciela. Super,że Alka będzie pracować za samo pokazanie liścia ale z drugiej strony ona pochłonie wszystko co spotka na drodze… Chusteczki wysmarkane? Szyszka? Listek? Kwiatek? Żołądź? Coś martwego, rozjechanego w zeszłym miesiącu? EKSTRA! Więc trzeba jej pilnować na każdym kroku i przewidywać co może zechcieć zjeść 😛
FB_IMG_1464692974139

5) Dafi i mężczyźni (obcy)

Kiedy idę z nią sama na spacer żaden obcy facet nie może obok nas przejść spokojnie. Dafi NA PEWNO na niego naszczeka jeżeli dystans będzie zbyt mały. Jeżeli koleś dodatkowo ma kaptur to już muszę przejść na drugą stronę ulicy bo będzie się na niego darła ze znacznie większej odległości. Broda też nie pomaga…zwłaszcza bujna, jak u drwala. Niestety pies „kupił” mój lęk (zwłaszcza wieczorny) i regularnie obszczekuje mężczyzn.

6) Dafi i „dzień dobry/cześć”

To dla niej druga komenda „daj głos”. Nie ważne kogo witam – na dźwięk tych słów Dafi zawsze się odzywa.

7) Dziewczyny i pilnowanie misek

Pusta miska może sobie stać. Miską z wodą też się podzielą. Ale miska z jedzeniem…oooo, to już inna sprawa. Suki zawsze jedzą osobno i raczej nie będę tego zmieniać.

8) Dafi i „zostawto”
Specjalnie napisane razem – przez jakiś czas śmialiśmy się,że Dafi tak ma na imię. „Zostawto” i chodź tu, „zostawto” i nie zjadaj śmieci, „zostawto”to Ci rzucę… Nawet teraz, przy dużym pobudzeniu, Dafi nie chce oddawać piłki/dysku/innej zabawki więc „zostawto” cały czas jest aktualne 😉
IMAG0198
Jak widzicie całkiem sporo mamy braków, źle wypracowanych zachowań i lęków. Nad niektórymi cały czas pracujemy a niektóre po prostu zostawiliśmy. Jeżeli suki się czegoś boją, staram się to przepracować i zmienić ich nastawienie. Jednak, żeby ich nadmiernie nie stresować, nad niektórymi rzeczami nie pracujemy. Jak widzicie, duet nie jest święty.

A z czym Wy macie problem? Jak nad nim pracujecie? Czy może jak my – zostawiliście niektóre zachowania?

Wiosenne porządki

Pewnie większość psiarzy ma swoją polankę czy inny kawałek trawy gdzie spotyka innych psiarzy. Na tym nieformalnym wybiegu panują ciut inne zasady bo tu umawiają się ludzie którzy znają siebie nawzajem , znają też wszystkie psiaki więc wiedzą czego unikać żeby wszyscy czuli się komfortowo. Na takim nieformalnym wybiegu nowe psy są wprowadzane stopniowo, opowiadamy sobie o swoich psich pociechach, udzielamy sensownych rad. A czasem zbieramy się aby wspólnie coś zmienić.

Mam nadzieję, że wiecie o czym mówię 🙂 Taka osiedlowa społeczność psiarzy którzy są naprawdę rozsądni! W każdym razie my mamy taką ekipę. No i nasza ekipa wymyśliła,że naszej polance przydałoby się odświeżenie.

Na Spółdzielnię pewnie moglibyśmy liczyć w jakimś zakresie ale chyba niezbyt prędko a tu wiosna pełną gębą! Więc zakupiliśmy trawę do zasiania, trochę ziemi, grabie i łopaty, taśmę do odgrodzenia terenu i spotkaliśmy się bladym świtem o 10:00 😉

Każde z nas miało pełne ręce roboty. Trzeba było wyzbierać szkła z całej naszej polanki (przy okazji inne śmieci również zniknęły), wyrównywaliśmy kretowiska i zasypywaliśmy dziury wykopane przez nasze futra. Miejsca gdzie zrobiło się klepisko (wszystko wydeptane do gołej ziemi) spulchniliśmy łopatami i grabiami i posadziliśmy trawę.

Z opisu może nie wygląda na jakąś zabójczą robotę ale było nas 5 osób (i 2 psy) a teren jest całkiem spory.

Teraz czekamy na deszcz 😉 I zobaczymy co nam wyrośnie. Mam nadzieję,że nasza praca nie pójdzie na marne.

Całkiem sporo ludzi przyglądało się naszym poczynaniom ale prawie nikt nie podszedł żeby zapytać co dokładnie robimy. No i oczywiście nikt nie podszedł żeby  zapytać czy coś pomóc. Na tej polance biegają nie tylko nasze psy ale również dzieciaki (grają w nogę bo to w sumie boisko). Jednak żaden rodzic się tematem nie zainteresował na tyle żeby złapać za grabie… Jeden ojciec podszedł i pochwalił inicjatywę – że dzieci będą się cieszyć z odnowionego boiska. Ale tylko postał i popatrzył 😉

W każdym razie – cieszę się,że mogłam w tym uczestniczyć. Mam nadzieję, że psiaki będą jeszcze szczęśliwsze, a ich właściciele uszanują naszą pracę.

Dziękuję Panu Zbyszkowi że nas zebrał i zagonił do roboty!

Merit food – czyli testy

Parę dni temu przyszły do nas smaki Merit Food ze sklepu NaszeZoo. Oglądnęłam z każdej strony, poczytałam na ich temat i…dałam psom do spróbowania bo to w końcu one mają ocenić czy im pasują 🙂

Jak już wiemy, Alka zje wszystko. I pisząc WSZYSTKO wcale nie przesadzam. Chusteczki higieniczne, patyki, wnętrze posłania, liść – to jej przysmaki. Dlatego Alka jest marnym testerem. Za to Dafi…ona jest księżniczką! I ona sprawdzi czy smaki Merit Food nadają się dla „jaśnie państwa”.

  • Nasze pierwsze kryterium to brak kurczaka – smaki to spełniły na 100% bo ich skład to ryba, ziemniaki i bataty.
  • Przechowywanie w kieszeni nie powinno być trudne bo smakołyki są zwarte i nie kruszą się w palcach (nawet obślinionych).
  • Są małe więc sesja treningowa na nich nie wypełni psa w całości 😉
  • Pachną dość mocno – przynajmniej dla mnie. I zapach nie jest odrzucający! Może to być dodatkową zachętą dla psich niejadków.

Opinia naszej królewny na temat smaków Merit Food? Mniam, mniam, mlask, mlask, chrum. Obstawiam,że chciała powiedzieć „matka, dawaj więcej bo brzuszek pusty”. Więc skoro jaśnie Dafi smakują to my serdecznie polecamy 🙂

Pełen skład możecie znaleźć TU – ale ostrzegam – nie naczytacie się zbyt dużo 😛

Ohh prawie zapomniałam – jest też druga wersja tych smaczków – drobiowe. My z oczywistych względów ich nie sprawdzimy ale może ktoś z Was się pokusi i zda nam relację?

Podsumowując:

smaki Merit Food są super. Nie zawierają zbyt wielu wypełniaczy, fajnie pachną i smakują psiakom. Ze względu na mały rozmiar można z nimi ćwiczyć w nieskończoność 😉 My je serdecznie polecamy! Drogi sklepie NaszeZoo jak zawsze strzał w 10! Dziękujemy 🙂

Psie wybiegi

W poniedziałek postanowiłam zabrać dziewczyny na wybieg. Dawno żadnego nie odwiedzałyśmy a pogoda akurat sprzyjała. Więc spakowałam plecak (kagańce, długa linka), przygotowałam saszetkę ze smakami i wyruszyłyśmy.

Chodzenie przy nodze kiedy mam obie suki wychodzi nam umiarkowanie więc całą drogę ćwiczyłyśmy. Zazwyczaj to Dafi wyrywała się przed szereg więc na niej skupiłam większą uwagę. Kiedy już myślałam,że idzie nam coraz lepiej, Alka zwolniła i postanowiła się zaprzeć wszystkimi łapami żeby nie iść dalej. Wtedy Dafi postanowiła wysforować się naprzód… Więc stałam pomiędzy Białą a Czarną, próbując obie zwabić do siebie 😉

W końcu dotarłyśmy do bramy wybiegu. Zamontowałam kagańce i wpuściłam na teren. Przez pierwsze 10min byłyśmy zupełnie same więc duet zajął się sobą a ja, raz na jakiś czas, wołałam je do siebie i ćwiczyłyśmy sztuczki. Później dołączyła do nas dziewczynka (lat ok 9) i jej kudłaty samczyk. Niestety piesek upodobał sobie Alkę i próbował na nią wskoczyć z każdej możliwej strony. Ilekroć go odgoniłam i przesunęłam się w inną część wybiegu, dziewczynka i jej piesek podążali za nami. Widać było że Białej kończy się cierpliwość a i moja, po takim tańcu wokół wybiegu, się wyczerpywała.

Dziewczyny niestety nie pobiegały zbyt długo bo Alka rozcięła łapę. Na szczęście nie jakoś poważnie ale trzeba było się zebrać żeby ją opatrzyć. Zrobiłam jeszcze rundkę po wybiegu i pozbierałam szkło które rzuciło mi się w oczy. Niestety cały teren był usiany mniejszymi i większymi odłamkami więc ostrzegłam ludzi, którzy wchodzili ze swoimi psiakami.

Mam kilka wniosków (nie tylko z tej jednej wizyty) :

  1. Wejście na wybieg wiąże się dla mnie ze stresem. Sprawdzam podłoże czy aby nie ma rozwalonych butelek, pilnuję żeby dziewczyny nic nie zjadły bo często znajduję kości. Rozwalone kosze na śmieci, papiery walające się wszędzie. Jakby ludzie nie szanowali czegoś za co sami nie zapłacili :/
  2. Mam nadzieję,że nigdy nie wpadnie mi do głowy żeby puścić swoje dziecko samo z psem, gdziekolwiek. Codziennie obserwuję dzieci (zabrzmiało jakbym była psycholem…) jak wychodzą ze swoimi pieskami bez smyczy. Psy oczywiście w jedną stronę, dzieci w drugą. Nikt tego nie nadzoruje. Na wybieg też przychodzą różni ludzie – niekoniecznie odpowiedzialni. A gdyby jakiś pies zaatakował? Co takie dziecko będzie w stanie zrobić?
  3. Kultura „wybiegowa” też pozostawia wiele do życzenia. Większość osób wchodzi na wybieg, spuszcza psa ze smyczy i na tym kończy się ich interakcja. Wielki pies goni małego Pimpka? „Hahaha jakie śmieszne…Zobacz jaki ten mały jest szybki.” Mały pies doskakuje do nóg wielkiego Pimpka? „Hahaha , zobacz jak ten duży się boi.” Przez takie zachowanie swoich właścicieli psy mają mnóstwo problemów. Dodatkowo jak widzę,że ktoś już jest na wybiegu to wolę zapytać czy mogę wejść ze swoimi psami. Dlaczego? Bo tak jest grzecznie. Tamten pies może nie lubić dużych psów (albo w ogóle psów).
  4. Kupy… No cholera jasna, wybieg to nie sralnia! Człowiek boi się postawić krok żeby w coś nie wdepnąć! Psy po zabawie na wybiegu od razu wędrują do wanny bo zagęszczenie kup na tak małym terenie jest przerażające.
  5. Jeżeli mój pies lubi robić „rozróby” z innymi psami to na wybiegu nie spuszczam go z oka. Oczywiście ma też kaganiec na wszelki wypadek. Staram się na tyle zająć mu czas żeby nie miał ochoty oglądać się za innymi futrami na wybiegu.

Zasadniczo moje wnioski dotyczą nie tylko wybiegów a każdego miejsca gdzie można spotkać psiarzy. Jednak na wybiegach wszystkie te złe zachowania są zintensyfikowane właśnie przez względnie małą powierzchnię.

A wy chodzicie na wybiegi? Co zaobserwowaliście na nich dobrego a co złego? Podzielcie się swoją opinią 🙂

Co się zmienia?

Jakaś melancholia mnie dziś ogarnęła. Pogoda niestety sprzyja zadumie. I tak się zadumałam nad naszym życiem PRZED psami…i uświadomiłam sobie ile, z pozoru, nieważnych rzeczy uległo transformacji.

Pamiętacie jeszcze smak kawy/herbaty/soku bez sierści? Ja też nie 😉 Nawet teraz, pisząc notkę, piję sok a w szklance pływa biały kudeł…

Pamiętacie czas gdy wyjście z domu zajmowało 2 minuty ? Człowiek wrzucał coś na siebie i po prostu wychodził…a teraz najpierw musimy wysikać psy, zmienić im wodę w miskach, przygotować konga, odkłaczyć ubranie, dać ze dwa buziaki, znów się odkłaczyć…

Kiedyś, podczas popołudniowego oglądania serialu, mogłam postawić kawę na podłodze i byłam pewna,że za chwilę znajdę ją w tym samym miejscu. Teraz sprawdzam co sekundę czy kawa jeszcze jest w kubku bo pies jest dziwnie pobudzony…

Pamiętam czasy, kiedy to moje ubrania zajmowały najwięcej miejsca w domu. Teraz mamy 2 kosze na psie akcesoria, klatkę, 2 luźne posłania, zabawki rozrzucone po całym pokoju, pudło z psimi przysmakami i karmą…a to wszystko na 38m².

A pamiętacie jak pachniało mieszkanie PRZED psami? Zapach płynu do podłóg unosił się ze 2 dni… Teraz dominuje zapach wołowych żwaczy.

A poranki po imprezach? Mogłam spać do południa a później jeszcze poleżeć 😉 Teraz z jednym okiem zamkniętym, w piżamie, z bałaganem na głowie trzeba lecieć!

Pamiętam też,że mieliśmy 2 kanapy…jedna cudownie miękka, z wielkimi poduchami…a drugiej mi wcale nie żal 😉 Ale jak ktoś przyjechał w gości to miał gdzie spać. Niestety jedna straciła gąbkę a druga całe obicie.

Pamiętam też, że suszarka na pranie wytrzymywała u nas lata! Teraz dziękuję jak wytrzyma pół roku…

A propos gości…pamiętam,że nie bali się nas odwiedzać 😉 Teraz nasi znajomi w dużej części też mają psy i nie przeszkadzają im kudły na podłodze.

I wiecie co? Cieszę się, że nasze życie się zmieniło. Dzięki tym dwóm potworom rozwijamy się. Powstał Bulek z kulek, zaczęłam szyć, zrobiłam 2 kursy. Dzięki nim poznaję nowe miejsca i ludzi których warto znać. Gdyby nie one musielibyśmy kupić zmywarkę 😉 Gdyby nie Alka,Maciek nosiłby na treningi zepsute piłki a tak,to ona je utylizuje. Gdyby nie Dafi nigdy bym nie poznała leczniczych właściwości błota!

Gdybym miała podjąć decyzję o adopcji dziewczyn raz jeszcze to zrobiłabym to samo. Każdy, wspólny dzień jest wyjątkowy i czegoś nas uczy.

Podsumowując:

mimo błota, kłaków, smrodu żwaczy, zniszczeń, braku czasu, kudłów, braku miejsca, sierści – kocham moje psy.

8in1 – testy smaków

Dostaliśmy do testów produkty 8in1. Ucieszyłam się, że możemy spróbować czegoś nowego 🙂 W paczce przyszły 3 różne produkty :

  • przysmak fillets – suszone kawałeczki kurczaka
  • przysmak delights – wołowa skóra owinięta wokół filecika z kurczakaDSC_0567DSC_0566
  • minis – przekąska z królikiem i ziołamiDSC_0564

Zaczęliśmy testy od kwiatuszków minis bo to jedyny produkt bez kurczaka więc i Dafi mogła sprawdzić jego smakowitość 🙂 Zabrałam suczydła na spacer i magicznym sposobem nie chciały się odkleić od nogi 😉 Królicze ciasteczka bardzo im smakowały. Cała paczuszka zeszła nam na 1 spacerze…

Kwiatuszki są dosyć spore więc pies szybko może się nimi najeść. Możemy je pokroić na pół i wtedy dłużej posłużą. Ich największym plusem (dla ludzkiej części która ciastka będzie trzymać) jest to,że nie brudzą i nie przyklejają się nawet do obślinionych rąk 😉 W dodatku nie śmierdzą jak większość psich smaków. Byłam z nich mega zadowolona i na pewno będziemy się w nie zaopatrywać.

Kolejny przysmak starczył nam na dłużej – suszone filety z kurczaka. Kawałki wielkości 8-10cm, bardzo twarde. Ja postanowiłam zrobić z nich mniejsze smaki i to był mój błąd 😛 Chyba nie mam w domu odpowiednio ostrego noża bo okropnie ciężko dzieliło się fileciki. W całości niestety bałam się dać Alce (zawsze się boję, że się zadławi…) a Dafi nie mogła ze względu na alergię.

Fileciki podobnie jak kwiatuszki nie brudzą rąk więc można je wrzucić nawet w kieszeń. Biała chętnie gryzła małe kawałki – chociaż zajmowało jej to więcej czasu niż zwykłe ciastka.

No i ostatni przysmak – wołowa skóra z filecikiem. Skóra jest uformowana w kształt kości. Alka oczywiście próbowała połknąć ją w całości więc trzeba siedzieć przy klateczce i trzymać kostkę w dłoni. Jak każda wołowa skóra po jakimś czasie zamienia się w wołową breję 😉 Ale psu, rozmoczona czy nie, bardzo smakuje. Bardzo interesujący jest również filecik w środku który za wszelką cenę Alka próbuje wyciągnąć 😉

Nasza opinia o przysmakach 8in1 :

  • nie brudzą (oprócz wymemlanej kości)
  • nie śmierdzą (przynajmniej dla mnie pachną przyjemnie)
  • można je podzielić na mniejsze części (mimo,że z pewną trudnością)
  • moje psy za nimi szaleją
  • są dostępne w różnych wariantach smakowych

Jeżeli jeszcze nie próbowaliście smaków z 8in1 to spróbujcie i podzielcie się z nami Waszą opinią. Jeżeli już korzystaliście z którejś przekąski również dajcie nam znać. Jesteśmy ciekawi Waszego zdania 🙂

 

A wszystko możecie kupić TU !